Notatki z naszych podróży, z dziećmi i bez

Wpisy z tagiem: Niemcy

wtorek, 02 sierpnia 2011
Niemcy - Brema

Brema to miasto położone nad rzeką Wezerą, z imponującą 1.200-letnią historią, założone ok. VIII wieku n.e. Razem z położonym 60 km na północ Bremerhaven, Brema tworzy najmniejszy kraj związkowy Niemiec, czyli Freie Hansestadt Bremen. Spędziliśmy tam dość miły wieczór - miasto jest dość ładne, aczkolwiek zmaga się z dużym bezrobociem i brakiem perspektyw. Niestety widać to na ulicach, które są raczej puste i bez życia. O 22 zamykają się kawiarnie ogródkowe i nawet nie ma gdzie posiedzieć, rozkoszując się ciepłym wieczorem. 

Na starówce w Bremen warto oczywiście zobaczyć romańską katedrę i gotycki ratusz z XV wieku, położone tuż obok siebie.

 

Po lewej stronie powyższego zdjęcia, widać pomnik Rolanda, bohatera średniowiecznej "Pieśni o Rolandzie".  

Tuż obok Placu Rynkowego znajduje się stara dzielnica rybacka Schnoor. Malutkie domki położone są na wąskich uliczkach - niektóre z nich to nawet nie uliczki, a wręcz przesmyki, w których mieści się najwyżej jedna osoba. Zaułki te są bardzo malownicze, a w domkach mieszczą się sklepy z pamiątkami i kawiarnie.

Oczywiście nie można pominąć pomnika przedstawiającego najsłynniejszych mieszkańców miasta, czyli czterech muzykantów z Bremy. Trafiliśmy na niego już po zmroku, więc zdjęcie jest nie najlepszej jakości.

Zapraszam również do obejrzenia relacji z wycieczki do Bremy pióra Obieżyświatki

sobota, 16 lipca 2011
Drezno - krótka wizyta

Drezno odwiedziliśmy na krótko w czasie powrotnej podróży z Włoch, zatrzymaliśmy się tam na nocleg. Mogę więc jedynie opisać krótko swoje wrażenia, bo niestety zwiedzić miasta porządnie nie było czasu. Zatrzymaliśmy się w hotelu Achat na Budapester Strasse, który sam w sobie niczym szczególnym się nie wyróżnia, ale ma ogromny plus w postaci znajdującej się tuż obok restauracji Feldschlößchen Stammhaus. Restauracja mieści się w budynku, w którym kiedyś był browar, jest tam zresztą również muzeum browarnictwa i można napić się pysznego, nie przemysłowego piwa. Kuchnia również jest świetna, a może zresztą jest to kwestia tego, że po dwóch tygodniach na kuchni włoskiej, chętnie powitaliśmy odmianę, a więc kawałek porządnego mięsa i kapustę na ciepło... Tak czy inaczej, polecam tę lokalizację wszystkim odwiedzającym Drezno.

Drezno przywitało nas deszczem, ale mimo to po kolacji przeszliśmy się na spacer, ponieważ do centrum było z naszego hotelu bardzo blisko. Warto wiedzieć o tym, że miasto ma za sobą burzliwą historię - barokowe budowle zostały doszczętnie zniszczone podczas alianckich nalotów dywanowych w 1945 roku (można zresztą o tym przeczytać w "Rzeźni numer pięć" Kurta Vonneguta). Po wojnie Drezno zostało odbudowane, stare budynki częściowo zrekonstruowano, a częściowo uzupełniono nową zabudową w obowiązującym ówcześnie stylu. Drezno przypominało mi więc trochę Warszawę, trochę Berlin, a trochę także Słupsk, z socrealistycznymi blokami wetkniętymi pomiędzy zabytkowe kamienice i kościoły.

 

Mimo wszystko, widać, że dużo się w Dreźnie dzieje i zmienia. Mam nadzieję, że kiedyś tam jeszcze pojadę, ponieważ bardzo chciałabym zobaczyć Zwinger, czyli drezdeński zespół pałacowy. Warto wspomnieć, że oprócz zrekonstruowanych zabytków, w Dreźnie można obejrzeć współczesne projekty znanych architektów, na przykład Dworzec Główny zaprojektowany przez Normana Fostera.

Poniżej, widok zza samochodowej szyby na drezdeńską starówkę: 

 

piątek, 18 września 2009
Hamburg

W Hamburgu zdarza nam się bywać służbowo - mieści się tam siedziba firmy mojego męża i musi tam czasami bywać, ja mu oczywiście chętnie towarzyszę. Miasto jest na pewno warte odwiedzenia, i to nie jeden raz. Planując wycieczkę do Hamburga, warto pozbyć się samochodu i przesiąść się na transport publiczny, gdyż primo - z parkowaniem są ogromne kłopoty i dużo kosztuje, secundo - transportem miejskim można dojechać wszędzie i bez żadnego problemu, a na pewno szybciej niż autem.

Hamburg, jako drugie co do wielkości miasto w Niemczech i największy port, został dotkliwie zniszczony podczas II wojny światowej, tak więc większość z budynków to rekonstrukcje. Niemniej jednak, miasto jest bardzo malownicze i miło jest pospacerować uliczkami starego miasta.

Poniżej okazały budynek ratusza:

Siedziba firmy mojego męża, budynek określany nazwą Ballinhaus:

Warto jest odwiedzić port w Hamburgu, do którego zawijają bardzo duże statki. My akurat port obejrzeliśmy pobieżnie, bo Tomek zna go od podszewki i nie ma ochoty oglądać go na urlopie, a poza tym (niestety) zabrakło nam czasu. Liczę na to, że przy sprzyjających wiatrach uda mi się jeszcze ten port zobaczyć, odwiedzając T na statku.

Tuż obok portu mieści się słynna dzielnica St. Pauli, czyli "czerwona dzielnica". Jadąc przez tę dzielnicę w ciągu dnia, można zaobserwować mnóstwo sex shopów, kin i teatrów erotycznych - to na głównych ulicach; poszukujący uciech muszą zapuścić się dalej w wąskie uliczki.

Na mnie duże wrażenie zrobiły ruiny kościoła św. Mikołaja, pozostawione jako swego rodzaju memento po zniszczeniach wojennych. Z historią kościoła można zapoznać się tutaj.

Przypomniało mi się podobne miejsce w Berlinie.

Będąc kolejny raz w Hamburgu, planuję zwiedzić jeszcze wspomniany port, ZOO, targ rybny (Fischmarkt), dzielnicę spichlerzy; warto też wybrać się na przejażdżkę statkiem parowym po rzece Alster.

niedziela, 05 lipca 2009
Podróż i noclegi

Podróż na Costa Daurada podzieliliśmy sobie na 3 dni. Pierwszy etap, o długości 870 km, z Wielkopolski na południe Niemiec, w okolice Karlsruhe. Nocleg mieliśmy w miejscowości Kraichtal-Menzingen, znaleziony za pośrednictwem strony bedandbreakfast.de - za apartament o wielkości 65m2, ze śniadaniem, dla 4 osób, zapłaciliśmy tylko 65 euro. Dzień drugi - 820 km. Drugi nocleg, zarezerwowany przez stronę booking.com, był w hotelu Citea Avignon, oczywiście w Avignon. Tu już pojawił się pewien problem, ponieważ na polskiej stronie napisane było, że w pokoju znajdują się dwa łóżka pojedyncze i jedno podwójne, a na miejscu okazało się, że to nie jest "i", lecz "lub". Za dopłatą 5 euro dostaliśmy jednak apartament z rozkładaną sofą, który nam zupełnie wystarczył. Sam hotel możemy polecić, jest bardzo dogodnie położony - tuż obok dworca TGV (można sobie wyobrazić, co za frajda dla Mikołaja...), tuż obok jest przystanek autobusu jadącego do centrum miasta, a sam hotel jest nowy i czysty. Za pokój zapłaciliśmy 60 euro, śniadanie było płatne ekstra (7,5 euro za dorosłych, dzieci gratis), ale śniadanie typowo francuskie - kawa i croissanty, jak dla nas nieco za mało.

Ostatni dzień to tylko 540 km, a kwatera główna w Salou znaleziona poprzez interhome.pl. Klucze odbieraliśmy w Cambrils. Mieszkanie mieściło się w niedawno zbudowanym apartamentowcu, miało 65m2, cztery pokoje, dwie łazienki i kuchnię. Przed domem był basen, a na plażę mieliśmy około 1 km. Wszystko nam się podobało, z wyjątkiem nieco niedokładnego sprzątania - było sporo kurzu, co jest niestety problemem w przypadku alergii.

Dzieciom podobała się palma w ogrodzie :)